Science, science everywhere

ACTA – brzydkie dziecko korpo-lobbingu

24.01.2012 | kategoria: Intewebz & media

Dziś część polskich serwisów ogłosiła blackout jako protest przeciw ACTA. SSE dołącza do protestu z kampanią informacyjną o ACTA. Przeczytałam to wiekopomne dzieło wieczorem przy herbacie. Wniosek z tej lektury może być tylko jeden ACTA ma chronić zyski firm i koncernów kosztem praw obywateli. POROZUMIENIE TO NAPISANE JEST TAK BEZCZELNIE I ŹLE, ŻE PRZY OKAZJI WYLEWANIA KĄPIELI PIRACKIEJ WYLEWA SIĘ CAŁE PRZEDSZKOLE DZIECI: dane osobowe kupujących w sklepach internetowych, dane osobowe internautów ogólnie (ACTA przewiduje ujawnianie ich osobom trzecim) zasadę domniemania niewinności i wiele innych. W rzeczywistości ACTA masz tyle prywatności co w  stanie wojennym. Poznajcie ACTA:

O zamiarze podpisania tego dobrowolnego porozumienia Rząd RP nie zamierzał nas informować. Po podpisaniu ACTA Sejm powinien wprowadzić ustawy wykonawcze (art. 2 ust.1 i art.6). Minister ds. Administracji i Cyfryzacji twierdzi że żadnych zmian nie trzeba wprowadzać. Doprawdy? Zmiany nie są przymusowe, ale do realizacji porozumienia konieczne. Czy Minister chce podpisania porozumienia, którego nie będzie się realizować? Dlaczego nie zapytano społeczeństwa o zdanie w sprawie aktu, który godzi w ich prawo do prywatności i ochrony danych osobowych w takim stopniu, jak stan wyjątkowy czy wojenny? I to w imię ochrony praw autorskich. Czemu prawo cywilne podmiotu do ochrony własności stawiane jest wyżej niż prawo osoby do poszanowania prywatności? Przecież tego porozumienia nie trzeba podpisywać.

 

Co w ACTA można wyczytać:

ACTA NIE GROZI WSADZANIEM DO WIĘZIENIA ZA ŚCIĄGANIE OBRAZKÓW Z INTERNETU… A MOŻE GROZI? 

Na mocy ACTA państwo ma zachować proporcje pomiędzy wagą naruszenia praw autorskich, a sankcjami i środkami zaradczymi. Jeśli RP zarządziłaby przeglądanie poczty i e-poczty obywateli by wyłapać podróbki i fałszerstwa, albo dawałby “zawiasy” za ściągnięcie jednego filmu, obywatele mogliby dochodzić zmiany takiego drakońskiego prawa W RAMACH ACTA na podstawie art. 6. Sęk w tym, że nie napisano kto i jak ocenia czy dana sankcja lub środek zaradczy są odpowiednio wyważone. Tu będziemy musieli polegać na rozsądku rządzących. Tych samych, którzy nas nie informują o  porozumieniach godzących w nasze prawa i łatwo ulegają lobbingowi firm, stawiając je wyżej od obywateli. 

 

CZY NA PODSTAWIE ACTA MOŻNA USUNĄĆ OGÓLNIE NIEWINNĄ STRONĘ WWW, NA KTÓREJ ZAMIESZCZONO JEDEN LINK DO NIELEGALNEGO FILMU? – LEGALNIE NIE, FAKTYCZNIE TAK.

ACTA straszy, że “materiały i narzędzia, których głównym przeznaczeniem było wytwarzanie lub tworzenie towarów stanowiących naruszenie” będą niezwłocznie i bez rekompensaty niszczone/usuwane. Strona www kwalifikująca się zatem do usunięcia musiałaby służyć przede wszystkim udostępnianiu treści naruszających prawa autorskie (np. serwis z nielegalnymi plikami). Z niewinnej strony z jednym linkiem do filmu można najwyżej usunąć ów link. Co z tego, skoro najpierw trzeba ustalić, czy serwis jest niewinny, a na czas gdy jest podejrzany, można go “zająć” jako “wszelki powiązany z kopią piracką materiał lub narzędzie”. Oznacza to w przypadku _podejrzeń_ odebranie twórcy strony jego komputera lub skopiowanie dysków i zamknięcie strony do wyjaśnienia sprawy – w Polsce  w praktyce wyniesie to od paru miesięcy do ok 3 lat. Czy Polskę będzie stać na rekompensaty i odszkodowania dla niesłusznie “zajętych” serwisów, które przynosiły dochód? Na odszkodowania dla firm, które splajtują w wyniku zajęcia komputerów na kilka lat na czas dochodzenia po fałszywym donosie konkurencji?

 

CZY ACTA NARUSZA NASZĄ PRYWATNOŚĆ I DANE OSOBOWE – WRĘCZ SKANDALICZNIE TAK!  

Polska powinna zadbać o to, by legalny był obowiązek przekazania organom sądowym oraz posiadaczowi praw autorskich (!) przez osobę/podmiot podejrzany o łamanie praw autorskich wszelkich danych osobowych i innych informacji o osobach mogących mieć w naruszaniu udział. To oznacza, że jeśli ja jestem _podejrzana_ (nawet nie oskarżona, starczy że ktoś napisze oszczerczy donos) o to, że udostępniłam film wytwórni X znajomym, którzy rozesłali go po sieci do swych znajomych, mam obowiązek udostępnić swój komputer, wszelkie dane, pocztę i dane osobowe _tych znajomych_ nie tylko sądowi, ale też wytwórni X. Z jakiej racji? Gorzej: jeśli zamówisz przez internet markowe perfumy i dostaniesz podróbkę (twojej winy w tym nie ma, prawda?), indagowany przez policję sklep, ISP itd. mogą podać firmie produkującej perfumy i policji twoje dane osobowe(art.22)!

Dla pełnej realizacji ACTA ISP powinien podawać “posiadaczowi praw autorskich” twoje dane w zasadzie przy każdym podejrzeniu naruszenia praw autorskich. Jeśli zatem ktoś niesłusznie oskarży Cię o kradzież zdjęcia na stronie, pozna on twoje dane umożliwiające identyfikację, które ma twój Internet Service Provider! NIE POLICJA, NIE SĄD, ALE JAKIŚ WARIAT NIESŁUSZNIE CIĘ OSKARŻAJĄCY. Dostanie twój adres i telefon.
Ponad to jeśli będę podejrzana o owe rozsyłanie filmów i o to, że mogę zatrzeć ślady swego haniebnego postępowania lub rozsyłać film dalej, będzie można wobec mnie zastosować środki tymczasowe bez wysłuchania mnie! Zostanę aresztowana a mój komputer skonfiskowany “bez wysłuchania drugiej strony”. :) Dalej jest już tylko gorzej: Polska może udostępniać firmie “informacje dotyczące określonych wysyłek towarów, w tym opisu i ilości towarów aby pomóc w wykryciu towarów stanowiących naruszenie” – toż to pełne szpiegostwo gospodarcze. Np. firma Nike dowie sie kto ile butów, gdzie i jakich wysyła, aby poinformować nas łaskawie czy to jej czy nie jej dostawy.

 

NIEZNAJOMOŚĆ CECH TOWARU KONKRETNEJ MARKI SZKODZI, A SŁUŻBY CELNE SŁUŻYĆ MAJĄ KORPORACJOM – NA TWÓJ KOSZT

Klient nie musi wiedzieć, że nabył podróbkę. Może być naiwny. Np. kupił na wczasach podrabianą koszulkę – może szczerze sądził, że to była cenowa okazja. Na mocy ACTA:
- jest współodpowiedzialny jeśli miał podstawy podejrzewać, że to podróbka i spróbuje ją udostępnić (np. sprzedać koledze).
- celnik może odebrać mu koszulkę podczas powrotu do Polski i zniszczyć ją bez odszkodowania dla naiwniaka (stracisz pechowy zakup bez rekompensaty, będziesz miał szczęście, jeśli unikniesz podejrzeń o udział w handlu podróbkami).

W takim stanie rzeczy 
celnik to nie jest tylko funkcjonariusz państwowy – jest pracownikiem koncernów (na koszt podatnika) i powinien być zdolny do rozpoznania towarów podrobionych wszelkich marek. Na mocy ACTA podrabianie czegokolwiek ma być ścigane z urzędu przez służby celnePrzewóz podróbek przez granicę staje się wyjęty spod prawa niczym przewóz dynamitu i wąglika i może to dotyczyć też prywatnego bagażu osób fizycznych. I wreszcie co jeśli celnik się pomyli i uzna za podróbki całkiem legalny towar? Na ten temat ACTA milczy. Jedyna opłata na rzecz organów państwowych za rządową ochronę marek korporacyjnych to kaucja, jaką firma płaci na czas postępowania wszczętego na jej wniosek – państwo otrzyma tą kasę tylko wtedy, gdy alarm o fałszywkach okaże się równie fałszywy i to jeśli coś z niej zostanie po wypłaceniu odszkodowań osobom niesłusznie podejrzewanym.
Dla porównania: jeśli Chińczyk będzie chciał wwieźć do Polski milion podrobionych adidasów z kraju podpisującego ACTA i zostanie zatrzymany, kraj ten może się za nim wstawić, poprosić o zwolnienie go wraz z towarem i zgodę taką od Polski uznaniowo otrzymać, po czym bez dodatkowych procedur Chińczyk zabiera ów milion “adibassów” z powrotem i może spróbować przeszmuglować je jeszcze raz.

 

CZY PÓJDĘ DO WIĘZIENIA? 

Na mocy ACTA przestępstwem jest uzyskiwanie korzyści handlowych lub ekonomicznych w wyniku dystrybucji pirackich kopii, pomocnictwo w tym i podżeganie (np. “weź mi nagraj na płytę film x, dam Ci za to lajka na Fejsie/zareklamuję/zapłacę tip.”). Kara: pozbawienie wolności i grzywna odstraszająca. Państwo będące stroną ACTA może, ale nie musi ustanowić sankcje karne za samo nagrywanie filmów w kinie.
Większość was kojarzy z wypożyczanych na dvd filmów tablicę informacyjną o prawach autorskich i groźbach za złamanie, wyświetlaną przed filmem. Na mocy ACTA usuwanie takiej informacji z kopii filmu lub innego dzieła/ treści oraz puszczanie nawet tylko znajomym takiej kopii jest nielegalne. O tym za co i jak poza tym będzie się nas karać, zadecyduje rząd. Nie ma powodu do paniki, o ile oczywiście nie bierzemy pod uwagę kary za niewinność lub za posiadanie wroga, czyli prewencyjnego odbierania komputerów i zamykania stron na miesiące lub lata. O ile przekazanie w takie sytuacji obcym firmom lub prześladowcy naszych danych osobowych nie jest karą.

 

ACTA NAKAZUJE RZĄDOWI SKONSULTOWAĆ PRAWO Z ZAINTERESOWANYMI STRONAMI. 

Wychodzi na to, że Rząd RP nie uznał ani obywateli, ani internautów, ani ISP za strony zainteresowane, co tym bardziej skłania do podejrzeń o tworzenie prawa na zamówienie jednej strony – posiadaczy praw autorskich. Umowa została otwarta do podpisania w maju 2011. Od tamtej pory Rząd nie zdążył poinformować obywateli o zamiarze podpisania porozumienia.  

Zgodę na podpisanie ACTA wyrażono na wniosek Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – można pomyśleć, że Polska przystępuje głównie w obronie praw ciemiężonych artystów. W tytule ACTA ma „zwalczanie obrotu towarami podrabianymi” jako cel aktu – wyraźnie sugerujący, że nie o prawa autorskie, ale o podróbki towarów markowych tu chodzi. Ośrodki badawcze i niektórzy artyści od lat przebąkują, że piractwo filmów i muzyki przynosi więcej zysku, niż strat, a cierpią na nim głównie wytwórnie i producenci, nie sami twórcy. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego namawia nas zatem do podpisania porozumienia chroniącego giganty rynkowe, które sztucznie windują ceny płyt z filmami, grami i muzyką. Państwowe pieniądze zamiast na poprawę dobrobytu obywateli w kryzysie, będą wydawane na ochronę i wspieranie biznesu korporacyjnego również poprzez usuwanie niewygodnej konkurencji pod pozorem sprawdzania legalności ich stron/towarów. Minister przekonuje, że piractwo przynosi Europie miliardowe straty. Lekiem na to ma być ACTA przewidująca niszczenie skonfiskowanych podróbek, zamiast np. przekazywania ich biednym. Dziękujemy panu Ministrowi i pozostałym członkom Rządu za tańczenie jak koncerny zagrają i skandaliczną wzgardę dla obywateli. 


ŚCIĄGANIE Z P2P JEST OK? – NIE WALCZYĆ, ZMIENIĆ MODEL BIZNESOWY       

Słynny założyciel poczytnego i opiniotwórczego serwisu techdirt Mike Masnick pisze, że naruszanie praw autorskich nie jest przede wszystkim ani problemem prawnym, ani problemem za małych sankcji, ale że to głównie problem niezaspokojonego popytu konsumentów na piratowane dobra. To problem przestarzałych modeli biznesowych.

1. Masnick dostrzega proste i oczywiste dla konsumentów fakty: media są legalnie udostępniane ZBYT DROGO lub w sposób NIEWYGODNY. Można ściągnąć np. muzykę za opłatą, można puścić koledze w domu, ale nie wolno przesłać mu mailem. Możesz pożyczyć lub dać w prezencie koledze legalną płytę CD, ale jeśli przekażesz mu to samo legalnie kupione nagranie w mp3 za pośrednictwem netu, jesteś przestępcą. Możesz położyć legalnie kupione CD na ulicy z napisem „niech bierze kto chce”, ale jeśli to samo udostępnisz za pośrednictwem sieci P2P nawet jednej osobie, jesteś kryminalista i basta. Mimo że zapłaciłeś. Kupisz grę na PS3 – możesz po zakończeniu zabawy odsprzedać ją na Allegro lub koledze, niech też się pobawi. Kupisz grę na PC- bywa że nie zagrasz bez konta na Steam w multiplayer, gra jest powiązana z twoim nazwiskiem i nikomu jej już nie odsprzedasz. Jak pokazują ścieżki wydeptane po skosie przez trawniki miejskie, otoczone nieużywanymi chodnikami, rozwiązania niewygodne zawsze przegrywają. ;)

Np. aby obejrzeć w Polsce legalnie Dr House’a, trzeba poczekać rok lub dwa, a potem tkwić przed tv o określonej godzinie lub kupić dvd z całym sezonem (ponad 4zł/odcinek). Oglądanie z Polski odcinków seriali prezentowanych w internecie za opłatą widzom USA tuż po premierze tv – nielegalne i bez polskich napisów. Zamiast zwalczać piratów, wystarczyłoby udostępnić widzom serial do ściągnięcia w cenie np. 1zł/odcinek + reklamy – piractwo seriali przestałoby być opłacalne. Tymczasem właściciele praw jak nieprzytomni oczekują, by klient się dostosował i oglądał filmy w kinie za równowartość obiadu w restauracji, a seriale po roku od premiery w USA na ekranie tv lub dvd.

2. Bez ściągania nie ma sławy: gdyby nie sieci P2P, mało osób wiedziałoby kto to jest Dr House. Serial w TV nigdy nie osiągnie takiej popularności międzynarodowej, jaką oferuje mu internet, co oznacza że nie sprzeda się DVD z nim, gadżety, ani oglądalność nie wzrośnie (nie wspominając, o popularności aktorów). Dlatego stacje TV i aktorzy, jako że głupi nie są, sami swoje produkcje do nielegalnego ściągania udostępniają – kto ściąga, na pewno trafił kiedyś na kopię filmu „tylko dla członków Akademii”. :) Inaczej ma się rzecz z programami i np. odzieżą – tu aż takich zysków z piractwa nie ma, ale też ceny są zwykle absurdalnie wygórowane.

Obecny rynek to nie jest czarno-biały świat, w którym źli piraci okradają dobrych właścicieli praw autorskich, to raczej – jak pisze Żakowski - świat finansjalizacji wszystkiego łącznie ze sztuką. Prawa autorskie są na sprzedaż od dawna. Teraz wystawia się nasze prawo do prywatności.

 

MITY I KŁAMSTWA W SPRAWIE ACTA

 

OBYWATEL INTERNAUTA


Źródła: techdirt.com  polskatimes.pl (tekst ACTA w pdf)
Serdeczne podziękowania dla wspierającego mnie Anonymous Lawyer ;)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • email
  • MySpace
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop

Podobne wpisy:

Friendbook, Facelook, Feelgood
Taki Efekt Streisand to tylko w Erze ;)
Harambee
Mity i kłamstwa w sprawie ACTA

« « Konkursowe urodziny

Mity i kłamstwa w sprawie ACTA » »

Komentarze do wpisu

Dodaj komentarz

Twój avatar pojawi się kiedy podasz e-mail przypisany do konta Gravatar.