Brudny rapujący żul
27.01.2011 | kategoria: Intewebz & media
Świadomy widz nie istnieje, bo na każdego znajdzie się jakaś technika manipulacji medialnej, której jeszcze nie jest świadomy. Dziś historię o tym, jak Orson Welles niechcący wywołał panikę w New Jersey, opowiada się jako anegdotę. Całkiem dobrze rozróżniamy rzeczywistość od fikcji, ta pierwsza z resztą często bardziej nas podnieca. Widzowie kochają reality show. Reality show kocha widzów. Panie, panowie, zostaliśmy zgwałceni.
W październiku 2008 jeden z najwybitniejszych współczesnych aktorów Joaquin Phoenix, nominowany do Oskara laureat Złotego Globa, znany z filmów Gladiator, Walk the Line, Znaki, Buffalo Soldiers i wielu innych ogłosił światu, że zrywa z aktorstwem. Świat kina zadrżał, aktor nie tylko odrzucał wszelkie propozycje i przestał czytać scenariusze, fani w smutku obserwowali jak z tygodnia na tydzień stacza się na dno. Wrzało od plotek o całonocnych eskapadach, prostytutkach, narkotykach, pijaństwie. Phoenix przestał się golić, strzyc, myć, widywany był wyłącznie w porozciąganych, brudnych ubraniach, bełkoczący, półprzytomny, upokorzony.
Serwisy plotkarskie pożarły go żywcem, zwłaszcza po tym, jak postanowił poświęcić się karierze hip-hopowej i zaczął wulgarnie rapować o swoim pogrążeniu, depresji, przejściach i nienawiści do świata Hollywood – niestety bez grosza talentu. Takiego upadku świat jeszcze nie widział (poza Britney Spears i Melem Gibsonem). W przeciągu roku Phoenix z uzdolnionego przystojniaka zamienił się w odrażającego kloszarda w ciężkiej niedyspozycji psychicznej. Gwoździem do medialnej trumny aktora stał się wywiad u Davida Lettermana, w którym został on kompletnie ośmieszony przez prowadzącego (aluzja do Unabombera – podobnie wyglądał):
Żałoba po Phoenixie trwała niezakłócona aż do informacji, że Cassey Afleck (brat Bena) zamierza nakręcić dokument o upadku aktora (I’m Still Here). Wówczas pojawiły się pierwsze plotki na temat rzekomego przekrętu: podejrzewano, że Phoenix sfingował swoją degradację, aby pokazać widzom na całym świecie, że uwierzą we wszystko, co pokaże się im w telewizji. Pogłoski rozpowszechniano jeszcze rok, aż do publikacji filmu we wrześniu 2010 – wówczas nawet największe niedowiarki nabrały na moment wątpliwości, czy aktor nie stoczył się naprawdę. Film był przejmujący, pokazał osobisty dramat człowieka na rozstaju dróg ze wszystkimi obrzydliwymi detalami, od imprez po płacz i wymiotowanie.
Trailer filmu I’m Still Here:
Coraz głośniej domagano się prawdy. Tymczasem Phoenix i Afleck już przed premierą filmu bombardowali media sprzecznymi informacjami, raz przyznając się do genialnego dwuletniego (!) żartu, innym razem zaprzeczając wszystkiemu i raportując ciężki stan aktora. Znajomi i przedstawiciele Joaquina raz po raz udzielali sprzecznych wypowiedzi to potwierdzając, to negując planowany udział Phoenixa w kolejnych produkcjach filmowych. Dziennikarze wygrażali, że dla jego dobra lepiej by to był autentyczny upadek, bo jak nie to go uduszą za ten numer. Media przewertowały swoje zasoby i dopatrzono się, że niejednokrotnie aktor pokazywał się w dwóch miejscach tego samego dnia, w jednym bełkotał, w drugim mówił z sensem, nieścisłości narastały. Dopiero kilka dni po premierze filmu we wrześniu 2010 Phoenix zakończył show wszech czasów, pokazując się na mieście ogolony, odchudzony, ubrany elegancko i pachnący na kawie z Casseyem Afleckiem, jak gdyby nigdy nic.
CO ONI NAM ZROBILI?
Phoenix z Afleckiem przeprowadzili największy w historii ludzkości eksperyment społeczny na epicką skalę. Próbą badawczą były miliony ludzi na całym świecie, czas trwania eksperymentu: dwa lata. Oszukali prawie wszystkich. Na początku filmu Phoenix opowiada o tym, że dawno nalepiono mu w Hollywood łatkę przewrażliwionego romantyka. W swym aktorskim geniuszu, postanowił z kolegami skonstruować kłamstwo tak bliskie tej pogłosce, by zdawało się prawdą. Dla większego realizmu upadek przedstawiono w formie filmu pozornie dokumentalnego (tzw. mockumentary). Podobno wszystko zaczęło się od przerażenia aktora faktem, że ludzie wierzą w to, że reality shows nie są reżyserowane, ustawiane, nie ma dokrętek, powtórzeń scen, a aktorzy w nich to tzw. „zwykli ludzie”. Celem było ośmieszenie tego podejścia i eksploracja fenomenu celebrytów jako takich. Spośród wielu technik manipulacyjnych, wesoła ekipa zaatakowała nas między innymi takimi:
1. Rozprzestrzenianie wirusowe: pogrążony aktor nie tylko nie unikał kamer i dał się filmować w stanie ciężkim, sam pchał się na scenę z nieudolnym rapem, można też podejrzewać że pokazane w filmie parodie jego bełkotu i wyglądu zostały zainspirowane przez osoby zaangażowane w projekt, między innymi Bena Stillera. Efekt: kompromitujące nagrania z Phoenixem w roli głównej wypełniły internet po brzegi, wszędzie roiło się od parodii – komików ze sztucznymi brodami w potarganych ciuchach. Fani przychodzili na beznadziejne koncerty Phoenixa by… nakręcić go komórką i pokazać kumplom jak się błaźni.
2. Mimikra: udawali realizm, naśladując newsy i dokumenty, reżyserując każde publiczne „przypadkowe” wystąpienie, miejmy nadzieję że nie udają że to przekręt. Drapieżnik zgrywał ofiarę by się do nas zbliżyć. Aktor wpisał się zręcznie w stereotyp zaćpanego i zachlanego dziwkarza – bo to w Hollywood jest naturalniejsze od ułożonego życia rodzinnego i nie wygląda podejrzanie.
3. Zasada autorytetu: wierzymy w to co widzimy w TV. A jeśli nie – wierzymy w to co przeczytamy na niezależnych forach w internecie. A jeśli nie, wierzymy w to co potwierdzą sławni koledzy aktora. Człowiek nie jest w stanie sam weryfikować wszelkich informacji – potrzebujemy komuś wierzyć, co aż za łatwo wykorzystać.
4. Oszukanie posłańca: Phoenix poszedł dalej niż oszukanie widzów – oszukał media, które tych widzów informowały. Letterman nie miał pojęcia że to nie on nabija się z Joaquina, lecz na odwrót. Po wszystkim Letterman zażartował, że chyba pozwie Phoenixa o prawa autorskie do nagrania ze studia, które Afleck wykorzystał w dokumencie, nie informując prowadzącego talk-show o prawdziwym celu filmu. Mediom zagrano na nosie.
Eksperyment dostarczył badaczom na całym świecie materiału do analizy na następne 10 lat. Czegoś takiego jeszcze nie było. Obnażono mechanizmy rządzące komunikacją medialną w show-businessie, widzom i mediom pokazano lustro. Do tego wszystkiego Joaquin Phoenix potwierdził, że jest jednym z najwybitniejszych aktorów współczesnych i zagrał rolę swojego życia. Czemu na dwa lata pozbawił się sławy, luksusu i godności osobistej? W filmie mówi, że było mu zbyt łatwo, wszyscy się nim zachwycali, mógłby zrobić cokolwiek – klaskaliby. Z łatką geniusza zaimponowanie widowni przestało być dla niego wyzwaniem i zrobiło się zbyt nudno.
NA WESOŁO: JAK MOŻNA BYŁO ZDEMASKOWAĆ PHOENIXA
Przez pół roku nikt się niczego nie domyślał i świat płakał nad “biednym” J.P., ale gdy Cassey Afleck ogłosił że kręci film, czujni od razu połączyli kropki: Cassey jest mężem siostry Phoenixa i bratem Bena Aflecka, który wraz z Mattem Damonem należy do największych zgrywusów Hollywood. Razem stanowią paczkę numerantów zdolnych do wszystkiego. Pamiętacie, jak w roku 2006 prowadzący Talk-show Jimmy Kimmel nabijał się z Matta Damona w każdym niemal programie aż doszło do dzikiej awantury w studio? (warto obejrzeć do końca):
Przez 2 miesiące Damon i Kimmel wymieniali komiczne złośliwości, połowa Hollywood krzyczała że to kumple i robią sobie żarty, połowa wierzyła w konflikt. Dowcip wyszedł na jaw po dwóch kolejnych publikacjach. Najpierw dziewczyna Kimmela aktorka Sarah Silvermann w prezencie na 5 rocznicę zaprezentowała mu takie oto nagranie:
Następnie Kimmel odpowiedział z rozmachem spektakularnym (proszę przyjrzeć się znanym twarzom z klipu, jeśli któreś z nich ogłosi upadek lub inny skandal, nie wierzcie w ani jedno ich słowo): ;)
Kto podejrzewał, że ekipa Phoenix/Afleck/Afleck/Stiller/Kimmel robi kolejny numer – miał rację. Na dowód wywiad z wymytym i ogolonym już Phoenixem – Talk show Kimmela, chłopaki pokazują jak kręcili ten „dokumentalny” film:
I’m Still Here – musicie to zobaczyć, gorąco polecam. Numer na taką skalę nie zdarzy się prędko ponownie.
Żródła: Wikipedia / washingtonpost.com / techdirt.com / Joemonster.org / film: I’m Still Here / wszystkie portale plotkarskie przez ostatnie 2 lata
Podobne wpisy:
« « Fall of Beauty?
Science, science everywhere



Loading...
Jestem zachwycony Pani blogiem. Historię z Phoenixem znałem, ale tej z Damonem nie. Płakałem podczas czytania/oglądania :-) Pozdrawiam
Jakim cudem mnie to wszystko ominęło ? ;);)
“Całkiem dobrze rozróżniamy rzeczywistość od fikcji” – no nie byłbym taki pewien….
http://noshit.pl/lubie/53091
prawie nic co widzimy w TV czy filmach, nie musi już być prawdziwe, często taniej jest by prawdziwe nie było….
Już tylko sztuczne rozbijające się samoloty można łatwo odróżnić od fałszywych, bo – jak to w filmie – jak to katastrofa, to ZAWSZE muszą przedobrzyć z efektami ;).
Kompilacja green screenów fantastyczna, thx :)